środa, 19 lipca 2017

11. Pobudka

[D] - Dawid
[S] - Samson
[T] - Tina

Jak za pierwszym razem.

Pan Heretyk nie miał żadnego powodu, żeby pójść do klasztoru dominikańskiego w wigilię Wszystkich Świętych. W sumie, tym razem miał nawet o jeden powód mniej, niż za pierwszym razem. Za pierwszym razem nie miał numeru Mamy Warkoczyków w swoim telefonie ani nie wiedział, że na portalach społecznościowych należy jej szukać pod "Tina Potter-Cobain". W razie czego mógł spokojnie wyjaśnić, że przyszedł dla starej znajomej, z którą od lat nie miał żadnego kontaktu.

A teraz?

- [D] I co, dalej nie śpiewasz?

Dawid zdecydowanie nie był z tego rodzaju ludzi, którzy łatwo dają za wygraną.

- [A] Śpiewać w taki wieczór? Nie wydaje ci się, że to trochę niestosowne?
- [D] A to czemu?
- [A] Mamy przecież przełom października i listopada. Czas zadumy i żałoby. Ewentualnie czas mroku, strachu i dusz potępionych. W tym czasie, śpiewanie czegokolwiek, może poza "Wiecznym odpoczywaniem", jest wysoce niestosowne. Babcia cię tego nie nauczyła?
- [S] Nie wiem, jak to jest u heretyków. Jeśli o nas chodzi, to śpiewamy nawet w Wielkim Poście. O Gorzkich Żalach słyszał?

Nie tylko słyszał, ale nawet słuchał.

Nie zapomniał głosów starszych pań, które zbierały się w każdą niedzielę Wielkiego Postu, by opłakiwać Syna Maryi. Prawdę mówiąc, bardzo lubił te żałobne popołudnia. Gorzkie Żale to nie żadne starożytne psalmy czy średniowieczne chorały. To raczej zwyczajne, bardzo przaśne, bardzo przestarzałe teksty. Repertuar doskonały dla osób 60+. W internecie można przeczytać, że Gorzkie Żale były pierwotnie oparte na osiemnastowiecznej Jutrzni, czyli dzisiejszej brewiarzowej Godzinie Czytań. Liturgicznie, czyli całkiem szlachetnie. Niestety, dziś mamy wiek dwudziesty pierwszy, a nie osiemnasty. Dzisiaj z "żalu, który duszę ściska", wyśmiewają się kabarety i durnowate kreskówki dla dorosłych z Zespołem Opóźnionej Dojrzałości Kulturowej. A jeśli ktoś mówi o sobie, że jest "tak żałosny", świadczy to o wyjątkowo niskiej samoocenie, a nie o żałobie.

Tak naprawdę czekał na dwa momenty. Pierwszym była tak zwana "Pobudka". Uwielbiał ten tekst. Uwielbiał tę melodię. Normalnie nienawidził wielkopostnych pieśni. Najbardziej nienawidził słuchania parafialnej wersji utworu "Wisi na krzyżu" podczas święcenia pokarmów w Wielką Sobotę, w towarzystwie odświętnie i kolorowo ubranych dzieciaków z odświętnymi i kolorowymi koszyczkami. Wikary zawsze rozpoczynał ceremonię od tej pieśni. A to przecież takie niestosowne. Śpiewać o "zawieraniu oczu" albo o "boku, z którego krew ciecze" przy dzieciakach, w samym środku zielono-czekoladowych ferii.

Ale "Pobudkę" uwielbiał. W książkach, które czytał, zawsze był jakiś fantastyczny świat, zagrożony upadkiem lub podbity przez złe siły. W każdym takim świecie musiała być grupka rebeliantów, których celem było pokonanie tyrana. Władza uspokaja i oszukuje swych magicznych poddanych, aż przychodzi ten moment, kiedy "słońce, gwiazdy omdlewają, z grobów umarli powstają". W tym momencie na scenie pojawia się jakiś dzieciak ze świata samochodów i telewizorów, który co prawda nie umie poradzić sobie ze szkolnymi łobuzami i wredną ciotką, ale za to doskonale zna się na ratowaniu czarodziejskich cywilizacji. Tak właśnie pachniała mu "Pobudka" z Gorzkich Żali. Jak zniszczony, chylący się ku upadkowi magiczny świat, opłakujący swoje Dziecko Niespodziankę, Syna Obietnicy, Wybrańca Przeznaczenia. Nawet fałszowanie organisty nie było w stanie odebrać tej melodii nastroju. Drugi moment, który go poruszał, był na samym końcu. Cała parafia prosiła wtedy na kolanach o wybawienie od "powietrza, głodu, ognia i wojny", a nade wszystko od "nagłej, a niespodziewanej śmierci". Ta melodia także pachniała upadającym światem. Ale miała jeszcze jeden zapach.

Znał ten zapach z własnego domu.

- [D] Poza tym, Wszystkich Świętych to dzień uroczysty, a nie pokutny. Dzień, kiedy powinno się śpiewać "Alleluja" na cześć wszystkich zbawionych! To ich święto.
- [A] Aha. Skąd w takim razie te wszystkie znicze i kazania o czyśćcu?
- [T] Może po to, żeby jak najwięcej dusz mogło dołączyć tego dnia do grona świętujących? Liczba mieszkańców Nieba wciąż rośnie, ale niektórzy muszą długo czekać na wejściówkę.
- [A] A większość i tak nie ma na nią szans.
- [D] Hej! Skąd ten pesymizm?
- [A] Apokalipsa podaje konkretną liczbę wybranych. Policz sobie, ilu ludzi już zmarło po Adamie, a potem dodaj sobie tych wszystkich, którzy zejdą z tego świata przed nadejściem Paruzji. Porównaj wynik z tym podanym w Biblii. Wasi święci to mniej niż jeden procent ludzkości. Sporo mniej.
- [S] Nie wiem, jaką Apokalipsę czyta się u heretyków, ale w naszej wersji pisze...
- [A] ... jest napisane.
- [S] Dobra, purysto! Znalazłem. Wy, heretycy, lubicie Pismo Święte, nie? Solo scripture czy coś?
- [A] Sola scriptura. Obrządek łaciński czy coś.
- [ S] Właśnie, purysto. Słuchaj tego! Siglum: Ap 7,9. "Potem ujrzałem: a oto wielki tłum, którego nikt nie mógł policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków, stojący przed tronem i przed Barankiem".
- [D] Czyli co? Wcześniej Jan jakoś umiał policzyć opieczętowanych. Wyszło mu sto czterdzieści cztery tysiące. Teraz znów staje przed wielkim tłumem, i co? Czemu nie podaje ich liczby? Nie chce mu się? 

Cholera.
Niezły zawodnik.

Samson miał w kieszeni smartfona. W tym smartfonie miał Pismo Święte. W razie spotkania trzeciego stopnia z heretykiem, mógł w każdej chwili rzucić jakimś cytatem. Jak każdy heretyk, Pan Heretyk był przekonany, że katolicy nie czytają Pisma Świętego. Widać musieli nauczyć się czegoś od Świadków Jehowy.

- [A] Plany na jutro?
- [T] Z samego rana jedziemy z teściami i Gracją na grób Alana.
- [A] A wieczorem?
- [T] To zaproszenie na randkę? W dniu Wszystkich Świętych? Ktoś tutaj mówił coś o niestosownych zachowaniach.

Randka?

Przez cały wieczór Pan Heretyk myślał o swoim dzieciństwie. Nie tylko o starym organiście i chórze parafialnym. Pamiętał, że co roku, w wigilię Wszystkich Świętych, zapraszał do siebie swoją przyjaciółkę. Rodzina małej Tiny była zbyt mugolska, by mogli spotykać się u niej w domu. Nie tylko w wigilię Wszystkich Świętych. Rodzina małej Tiny nie znosiła małego Augustyna. Ich zdaniem, mały Augustyn był zbyt dziwaczny, a jego matka miała zbyt mało koleżanek, żeby opłacało się utrzymywać z nimi jakiekolwiek kontakty. Na szczęście, mama małego Augustyna wprost uwielbiała małą Tinę. Gdy dziewczynka odwiedzała ich dom, grobowiec zamieniał się w miejsce czarodziejskie, spokojne i nawet miłe. W takich chwilach mama małego Augustyna  uśmiechała się i podawała dzieciom herbatę. Czasami były też ciastka. Mama małego Augustyna była cukiernikiem doskonałym. Niestety, odkąd tata małego Augustyna wyjechał do wielkiego miasta, nie było już dla kogo, ani nawet za co piec tego wszystkiego.

Randka?
Co te katolickie panny mają w tych głowach.

piątek, 7 lipca 2017

10. Psoty

- Nie musiałeś wtedy wychodzić.

Możliwość, że mogą go zwyczajnie nie lubić, nie przyszła jej nawet do głowy. Jej świat dzielił się na Przyjaciół i Mugoli. Przyjaciel może nie lubić Mugola, ale nie może nie lubić Przyjaciela.

- Jasne. Mogłem poczekać, aż twój kolega zadzwoni po kumpli z widłami.
- Gruba przesada. Myślałam, że włączysz się w nasz projekt.

Przed oczami Pana Heretyka stanął przerażający obrazek.
Ruchliwa ulica.
Jaskrawa koszulka.
Jakieś kartki w ręku.
Przechodnie uciekają wzrokiem.
Zadanie? Złapać, ilu się da.
To niech już będzie banda z widłami.

- Wybacz. Niestety, nie należę do tego typu ludzi, którzy w wolnym czasie lubią sobie pozaczepiać przechodniów. To ty jesteś specjalistką od takich rzeczy.
- Nie wszyscy wolontariusze muszą robić to samo. Słyszałeś kiedyś o kreatywności? U nas na psychologii dużo o tym rozmawiamy. Mogę ci podesłać parę książek. Albo polecić jakiś kurs.
- Książki, kreatywność, miłosierdzie, niech zgadnę... pewnie mam wam namalować jakiś obrazek?
- Z malowaniem może bez przesady, ale gdybyś znał się na grafice...
- Dobra. Koniec psot. Nie pasuję do twojego Zakonu Feniksa, pogódź się z tym.
- A właśnie, skoro o zakonach mowa. Indeks organizuje imprezę na Holy Wins. Dawid kazał zapytać, czy zabierasz osobę towarzyszącą.

No dobrze.

Mówienie językami. Rozumiem. Sztuczki z czytaniem globalnym. Rozumiem. Wojna ze Śmierciożercami. Doskonale rozumiem. Naprawdę, wszystko rozumiem. Ale świętowanie wigilii Wszystkich Świętych na terenie katolickiego klasztoru? Katolickiego. Ba! Dominikańskiego!

Czytelnikom Niezorientowanym wyjaśnię, że trzydziestego pierwszego października w wielu miejscach na świecie obchodzone jest międzynarodowe święto pogaństwa, satanizmu i wszelkich zagrożeń duchowych. To najważniejsza data w kalendarzu każdego Amerykanina i każdego miłośnika fantastyki. Ludziom wierzącym dzień ten nie kojarzy się zbyt dobrze. Najczęściej z odprawianiem orgii i różnych niebezpiecznych rytuałów, po których kolejka do egzorcysty wyraźnie się wydłuża. Orgie i niebezpieczne rytuały to nie jest coś, w czym należy brać udział. W tej kwestii wyznawcy Chrystusa wyjątkowo zgadzają się ze Świadkami Jehowy.

Przy okazji.
Dla Świadków Jehowy świętowanie jakiegokolwiek dnia, nawet urodzin, jest rzeczą zakazaną.

- Człowieku, daj spokój. Gadasz jak moja babcia!
- Myślałem, że nawróciłaś się na katolicyzm.
- Naprawdę uważasz, że katolikom nie wolno świętować w noc z trzydziestego pierwszego października na pierwszego listopada?
- Słyszałaś, co mówiła twoja babcia.
- Okej. W takim razie, od początku. Jaki status w kalendarzu liturgicznym ma pierwszy dzień listopada?
- Jest to święto nakazane.
- A każde święto nakazane ma rangę...
- ... uroczystości.
- Bardzo dobrze! To teraz pytanie z gwiazdką. Świętowanie uroczystości, według kalendarza liturgicznego, zaczyna się...
- ... pierwszymi nieszporami uroczystości, odprawianymi wieczorem dnia poprzedniego.
- A więc, świętowanie każdej uroczystości rozpoczyna się...
- ... w wigilię uroczystości, po zachodzie słońca. O to ci chodzi?
- Geniusz! Nie wiem, kto przygotowywał cię do bierzmowania, ale człowiek zasługuje na tytuł Katechety Roku.

Przez chwilę zastanawiałem się, czy wspomnieć o największej porażce mojego katechety z gimnazjum, a mianowicie o tym, że aż pięcioro uczniów z naszej klasy do bierzmowania nie przystąpiło. Przynajmniej nie w tym roku liturgicznym, w którym mieli ten sakrament przyjąć według ustaleń proboszcza. Jak się pewnie domyślacie, jedną z tych zbuntowanych osób byłem ja. Gdyby cała uroczystość odbyła się w klasie drugiej albo zaraz po egzaminach w klasie trzeciej, całkiem możliwe, że byłbym wtedy jednym z bierzmowanych. Ale nasz rocznik miał przystąpić do sakramentu po ukończeniu gimnazjum, we wrześniu. Tak się złożyło, że mnie już wtedy na terenie parafii nie było. Byłem już wtedy na terenie innej diecezji. Jak już wspomniałem, w czerwcu odebrałem świadectwo i wyjechałem do wielkiego miasta. Spaliłem za sobą wszystkie mosty - a w każdym razie ten, który prowadził do domu mojej matki. To chyba zrozumiałe, że nie zamierzałem wracać na żadne uroczystości. Poza tym, dwa miesiące wakacji w wielkim mieście wystarczyły, żebym przestał się modlić, spowiadać czy chodzić na niedzielną Mszę Świętą. To chyba trochę bez sensu, przystępować do bierzmowania zaraz po podjęciu decyzji o porzuceniu praktyk religijnych.
Nie żeby wcześniej moje praktyki religijne były szczere. Każdej niedzieli byłem na Mszy Świętej, co miesiąc wyznawałem w konfesjonale zmyślone grzechy, raz na jakiś czas przystępowałem do Komunii. Tu nie chodziło o Boga, tylko o moją mamę. Nie chciałem, żeby myślała, że dzieje się ze mną coś złego. Straciła wszystko, co było dla niej cenne. Tylko ja jej zostałem. Grzeczny, spokojny, zamknięty w sobie chłopaczek. W wieku szesnastu lat uświadomiłem sobie, że nie uratuję jej życia, zostając w grobowcu.
Oczywiście, w liceum także mieliśmy katechezę, ale ojciec bez problemu wypisał mi zwolnienie. Nie potrzebowałem żadnego innego aktu apostazji. Nigdy zresztą nie uważałem się za ateistę. Nie byłem nawet agnostykiem. Nie wątpiłem w Jego istnienie. Po prostu przestałem praktykować.

- Świętowanie zaczynamy nieszporami i Litanią do Wszystkich Świętych. Myślimy też o wprowadzeniu elementów czuwania, na przykład godzinnej adoracji Najświętszego Sakramentu. Trzeba będzie tylko skombinować skądś jakieś teksty do rozważań, rozumiesz, takie z refleksjami różnych świętych na temat Eucharystii, świętości, życia po śmierci i tak dalej. Później, coś koło godziny dwudziestej drugiej, będzie uczta w siedzibie Indeksu.
- Eucharystia?
- Nie, zwykłe ciasto i chipsy.
- Czyli plan waszej imprezy nie obejmuje wypełnienia obowiązku uczestnictwa we Mszy Świętej w dniu nakazanym?
- Nie, ponieważ wszyscy i tak wybierają się następnego dnia na groby i uczestniczą we Mszy z rodziną.
- No tak. Tylko jak ci wszyscy wstaną na te groby następnego dnia po takiej imprezie?
- A co mają nie wstać? Pierwszego stycznia, po imprezie sylwestrowej, jakoś wszyscy wstają. To też święto nakazane. Nikt nie musi wtedy spać, nikt nie rezygnuje ani z tańca, ani z szampana, ani z Eucharystii następnego dnia. Nasze Holy Wins to będzie zresztą coś bardzo skromnego, w porównaniu z Sylwestrem. Po prostu jakiś seans filmowy, może chłopaki coś zagrają na gitarach. Ale bez szaleństw. Rozumiesz, naszą salą będzie siedziba Indeksu, czytaj teren klasztoru ojców dominikanów. Ojcowie wyrażają zgodę na naszą obecność, ale tej nocy będą nastawieni na sen, a nie na tańce.
- Wrzaski i heavy metal raczej odpadają? Szkoda.
- Moglibyśmy pójść gdzieś do klubu, gdyby poganie nie zarezerwowali na ten wieczór wszystkich lokali.
- To młodzież katolicka chodzi do klubów?
- Znasz jakiś lokal, gdzie przy wejściu sprawdzają ci dokument potwierdzający niekatolickość?
- Nie. Znam za to kilku księży, którzy chętnie wprowadziliby ekskomunikę za uczestnictwo w dyskotece.
- Kto jak kto, ale ty powinieneś umieć odróżnić katolickiego księdza od purytańskiego pastora. Kiedy byłeś mały, chciałeś zostać biskupem, pamiętasz?

Nie wiedziałem, że tamto popołudnie zapadło jej tak głęboko w pamięć.

Któregoś dnia mały Augustyn i mała Tina siedzieli na placu zabaw przed małą szkołą podstawową w swojej małej miejscowości. Dyskutowali właśnie na temat konieczności wprowadzenia zmian w programie nauczania wróżbiarstwa w magicznych szkołach podstawowych, gdy podeszła do nich grupka Prymitywów. Prymitywy były to istoty rodzaju ludzkiego, uczęszczające do tej samej klasy, co mały Augustyn i mała Tina, charakteryzujące się alergią na książki i wysokim stężeniem mugolstwa we krwi. Nie zrozumcie mnie źle. Mały Augustyn i mała Tina zawsze opowiadali się za równym traktowaniem osób magicznych i niemagicznych, a także gorąco sprzeciwiali się dyskryminacji czarownic i czarodziejów niemagicznego pochodzenia.

Ale Prymitywy to Prymitywy.

Żegnani śmiechem Prymitywów i pioseneczką "Zakochana para", mały Augustyn i mała Tina opuścili teren placu zabaw i skierowali się w stronę swoich domów. Po drodze mały Augustyn obiecał swojej Przyjaciółce, że kiedy dorośnie, zostanie wielkim biskupem, a wtedy nałoży na Prymitywów wszystkie anatemy i ekskomuniki, jakie tylko są dostępne w prawie kościelnym. Wtedy mała Tina ucieszyła się i powiedziała, że w takim razie ona też zostanie biskupem.

Przez kolejny tydzień mały Augustyn szukał sposobu na to, jak przekonać swoją koleżankę do zmiany planów zawodowych.






niedziela, 7 maja 2017

9. Profesjonalista

Rozdział IV. Część II

A - Augustyn
F - Faustyna
Go - Gość z Pewnej Organizacji ProLife

- [F] O, cholera!...

Przyjaciółka Pana Heretyka miała tendencję do wpadania w niekończące się monologi podczas rozmów na tematy dla niej ważne. Podobno właściwość ta jest patologiczna w przypadku mężczyzn i całkowicie normalna u kobiet. Bez zagłębiania się w klimaty genderowe, możemy stwierdzić, że większość ludzi obojga płci bardzo nie lubi słuchać takich monologów. Normalny człowiek wpada w irytację, gdy jeden i ten sam temat rozmowy utrzymuje się dłużej niż pięć minut. Normalny człowiek zasypia na wykładzie czy na kazaniu. Pan Heretyk akurat lubił monologi. Sam o sobie mówić nie lubił. Lubił ludzi szczerych i otwartych, którzy mówili o sobie tak dużo, że nie zostawiali mu nawet minuty na opowiadanie pod tytułem "Moje życie wewnętrzne". Pan Heretyk nie oglądał seriali. Domyślał się jednak, że nałogowi oglądacze fascynują się tymi wszystkimi historiami z tego samego powodu, dla którego on sam chętnie słuchał monologów i czytał książki.

Przy nich zapominał o tym, że ma w ogóle jakieś życie wewnętrzne. Monologi ekstrawertyków pozwalały mu na przyjmowanie roli obserwatora. Szanownego Pana Redaktora. Istoty rodem ze sterylnego, rozświetlonego studia telewizyjnego. Kogoś, kto pyta ludzi o ich problemy, choć sam nic nie wie o realnym życiu. Pan Redaktor jest od tego, żeby mieć ładne uzębienie, dobry make-up i przyjemny głos. Musi znać się na zegarku i orientować się w kalendarzu, żeby kontrolować czas antenowy i dobierać tematy według pór roku. Ma wyszukiwać śmieszne obrazki w sieci, przedstawiać interesujących ludzi i zadawać pytania. Jego własna historia nie może być bardziej zajmująca niż te, które przedstawia widzom. Najlepiej, żeby w ogóle nie miał własnej historii. Pan Redaktor wypytuje swoich gości o ich zwyczaje świąteczne, ale sam nie może świętować. Żeby świętować, musiałby w pewnym momencie przeprosić swoich gości, opuścić sterylne studio i biec do domu. A przecież ktoś musi złożyć widzom życzenia na wizji. 

- [A] "O cholera"? Takie słownictwo w ustach pobożnej niewiasty?
-  [F] Pobożna niewiasta właśnie spóźnia się na ważne spotkanie!

W sumie nie prosiła, żeby jej towarzyszył. Po prostu dopił kawę (zapomniał, że miał w planach zamówić jeszcze jedną), ubrał się i wyszedł za nią. W tramwaju dowiedział się, że zmierzają do siedziby lokalnego oddziału pewnej organizacji pro-life. Organizacja ma zasięg ogólnokrajowy i właśnie przygotowuje się do nowej, ogólnokrajowej akcji. Wrodzona ciekawość kazała Panu Heretykowi zapytać, jak to możliwe, że studentka drugiego roku i samotna matka ma jeszcze czas na akcje ogólnokrajowe. Przyjaciółka Pana Heretyka stwierdziła, że dla kogoś, kto codziennie uczestniczy w Eucharystii, nie ma spraw nie do załatwienia. Po chwili dodała, że jej teściowa jest wzorową babcią, a na wykład można czasem nie przyjść.

Na miejscu Pan Heretyk miał przyjemność poznać najstarszą siostrę Dawida, Agnieszkę. Agnieszka właśnie skończyła dziewiętnaście lat. Była już po maturze i wreszcie mogła zacząć angażować się jako obywatelka. Teoretycznie mogła zacząć angażować się już wcześniej, ale wcześniej jej podpis nie miał znaczenia. Dawid nie mógł być obecny tego dnia, jednak kazał przekazać wszystkim zebranym, że popiera akcję całym sercem i potwierdza swoją gotowość bojową. Militarna terminologia katolików, a zwłaszcza obrońców życia, zawsze budziła w Panu Heretyku dziwne uczucie. Coś jak po wypiciu trzech napojów energetycznych i podwójnego espresso. 

Albo jak po porażeniu prądem. 

Na spotkaniu było około dziesięć osób. Głównie kobiety. Głównie młode. Chociaż nie tylko. Był na przykład jeden starszy pan. Całkiem siwy i prawie całkiem głuchy. Uprzedzę wasze pytanie. Starszy pan nie był kapłanem. Same świeckie osoby. Jeśli wśród obecnych była jakaś dziewica konsekrowana, to działała incognito. Stwierdzenie liczby dziewic, konsekrowanych i świeckich, w danej grupie osób jest generalnie sprawą niełatwą dla zwykłego obserwatora. Stwierdzenie liczby matek jest stosunkowo łatwiejsze. Pan Heretyk szybko ustalił, że na sali są co najmniej dwie mamy - Mama Warkoczyków i tamta brunetka w zaawansowanej ciąży, trzymająca za rękę tamtego bruneta. Panu Heretykowi wystarczył rzut oka na ich dłonie, by stwierdzić, że ma do czynienia z małżeństwem.

Pan Heretyk przybył na spotkanie lokalnego oddziału ogólnokrajowej organizacji pro-life dnia piętnastego października. Było to dzień po czternastym października, po Dniu Nauczyciela, kiedy to Pan Heretyk poznał Minionka. Dzień piętnasty października w świecie obrońców życia jest obchodzony jako Dzień Dziecka Utraconego. Chodzi głównie o istoty ludzkie, które zmarły przed narodzeniem. Ale można tego dnia wspominać również istoty ludzkie zmarłe w wieku noworodkowym. Pomiędzy płodem a noworodkiem nie ma jakiejś zasadniczej różnicy, poza miejscem przebywania. Wśród dzieci ośmiomiesięcznych i dziewięciomiesięcznych, licząc od poczęcia, znajdziemy zarówno noworodki, jak i płody. Dzieci te funkcjonują w sumie na jednym i tym samym poziomie. Zapamiętują dźwięki i zapachy, reagują na bodźce dotykowe i na zmianę światła, potrafią ssać, połykać, poruszać kończynami i zaciskać dłoń na pępowinie albo na palcu opiekuna. Ponadto noworodki samodzielnie oddychają, przyjmują pokarm i wydalają, płody natomiast wykorzystują do tego częściowo organizm matki. Czasem to tylko różnica środowiska. Płód w ostatnich tygodniach ciąży zwykle jest już na tyle sprawny, że w sumie mógłby sam ogarniać swoje czynności życiowe. Mógłby dać mamie spokój. Mógłby się już urodzić. Z drugiej strony, zdarza się, że noworodek jest słaby, delikatny. Mało płacze, średnio radzi sobie ze ssaniem. Mógłby sobie jeszcze popływać w macicy. 

-  [Go] W tym roku ruszamy z projektem ustawy przeciwko aborcji eugenicznej. Aborcja eugeniczna to prawdziwa plaga. Ponad 90% aborcji wykonywanych legalnie w naszych szpitalach to zabójstwa dokonywane na dzieciach z wadami wrodzonymi. Zabija się je, bo wykryto u nich "ciężkie i nieodwracalne uszkodzenie". Wystarczy, że lekarz podpisze papierek stwierdzający istnienie wady, jakiejkolwiek wady. I można zabić. Czas z tym skończyć! Jeśli projekt przejdzie, zmniejszymy liczbę zabójstw prenatalnych o ponad 90%!

-  [A] Kiedy ci mordercy stali się tacy praworządni?

O, cholera.
Nie wypada.

- [Go] Chyba wszyscy zgadzamy się, że aborcja musi zostać zakazana?

Gość, który przemawiał, nie miał jeszcze trzydziestu lat. Ale był profesjonalistą. Żołnierzem.
I miał uczulenie na herezję.

-  [A] Chciałem tylko powiedzieć, że prawdziwego przestępcę interesuje wszystko oprócz prawa. 
-  [F] Czekaj. Co masz na myśli?
- [A] To, że prawo można obejść. Dzisiaj, żeby dokonać aborcji na życzenie, wystarczy sfałszować dokumenty. W papierach musi być stwierdzona wada płodu. Ale przecież po aborcji nikt nie sprawdza, czy dziecko faktycznie miało jakąś wadę.
- [Go] Od lat wysyłamy pisma do dyrektorów szpitali w całym kraju i do Ministerstwa Zdrowia, z żądaniem udostępnienia szczegółowych informacji na temat dzieci zabijanych z tytułu trzeciej przesłanki. 
-  [A] Super. Ile odpowiedzi otrzymaliście?
-  [F] Zero.
- [A] No właśnie. Kiedy aborcja eugeniczna przestanie być legalna, lekarze dalej będą fałszować dokumenty. Zamiast tysiąca płodów z zespołem Downa, będziemy mieli tysiąc potomków gwałcicieli albo tysiąc przypadków ciąży zagrażającej życiu matki. Formalnie. W końcu, kto to sprawdzi? Nie zmieni się wiele. Będą zabijać płody zdrowe, będą zabijać płody niewłaściwie zdiagnozowane, będą zabijać płody upośledzone. Po prostu w papierach będą wpisane inne numerki czy co tam się wpisuje. 
- [F] Znowu bez przesady. Taki nagły wzrost liczby przestępstw na tle seksualnym chyba musiałby wzbudzić czyjeś wątpliwości? 
-  [A] Ale czy coś takiego zainteresuje którekolwiek ministerstwo albo chociażby prokuraturę? Wątpię. Poza tym, prawdziwa feministka już jakoś tam załatwi sobie wyjazd za granicę. Tak podobno robią konserwatywne rodziny muzułmańskie, zamieszkałe na Zachodzie. Żeby dokonać rytualnego okaleczenia córki, wysyłają ją na wakacje do Afryki. Potem wystarczy sprowadzić ją z powrotem i unikać badań ginekologicznych w państwowych placówkach służby zdrowia.  
-  [Go] Gościu, jak ci się nie podoba, to idź do feminazistek i daj porządnym ludziom pracować. W ogóle to powinieneś się cieszyć, że cię matka nie wyskrobała! 

Jak widzicie, pierwsza wizyta Pana Heretyka w siedzibie lokalnej organizacji pro-life nie była zbyt miła. Prawdę mówiąc, Pan Heretyk wychodził z tego spotkania z gorzkim smakiem w ustach. I nie był to smak żadnej z czterech kaw, które wypił wcześniej tego dnia. 

Wieczorem Pan Heretyk dłużej przyglądał się sobie w lustrze. Normalnie unikał szczegółowego analizowania swojego wyglądu. Nigdy nie uważał się za przystojniaka. Pryszcze zniknęły z jego twarzy na pierwszym roku studiów, jednak reszta szczegółów miała już na zawsze pozostać bez zmian. Pan Heretyk był człowiekiem wysokim. Zaczął rosnąć bardzo szybko, w związku z czym bardzo szybko zaczął się garbić. Niestety, w jego przypadku za wzrostem kości nie poszedł przyrost mięśni. Pan Heretyk nie należał do osób umiarkowanych, gdy chodzi o jedzenie. Przynajmniej nie uważał się za osobę umiarkowaną w tej kwestii. Prawda, w wieku siedemnastu lat przeszedł na dietę wegetariańską, ale jadł całkiem dużo i wcale nie tak zdrowo. Należał przy tym do tych osób, które nie byłyby w stanie przytyć nawet na diecie przeznaczonej dla zawodników sumo. Sorry, takie mamy geny. Pan Heretyk był chudy, blady i po prostu nic nie dało się z tym zrobić. 

Tamtego wieczoru dłużej przyglądał się swojej twarzy. 
Tak, to prawda. Miał jasne włosy i bardzo jasne oczy. Był też wysoki.

Ale bez przesady. Przecież nie wyglądał na nazistę. 

Za mało mięśni. 





poniedziałek, 26 grudnia 2016

8. Panienka


"Halloween wcale nie jest wesołe. To sarkastyczne święto odzwierciedla raczej piekielną rządzę zemsty, jaką dzieci żywią wobec świata dorosłych. [...] nie przez przypadek niektórzy wbijają igły lub żyletki w rozdawane małym prześladowcom jabłka i ciastka."

/Jean Baudrillard, Ameryka/


Pan Heretyk poznał Minionka czternastego października. Tak się złożyło, że mógł tego dnia dłużej towarzyszyć jemu i jego opiekunowi w drodze ze szkoły do domu. Rozmowa w dość naturalny sposób przeszła od życia w rodzinie wielodzietnej i problemów związanych z alternatywnymi metodami nauczania na walkę z eugeniczno-proaborcyjnym systemem społecznym.

Pan Heretyk dowiedział się, że współczesne giganty działające na rzecz świadomego rodzicielstwa wywodzą się bezpośrednio z organizacji eugenicznych i rasistowskich. Wszystko zaczęło się w latach dwudziestych, a więc na krótko przed powstaniem obozów zagłady. Pierwsze projekty redukcji urodzeń zakładały sterylizację jednostek upośledzonych umysłowo. Do upośledzonych umysłowo zaliczano wtedy przede wszystkim kobiety niezaradne życiowo - prostytutki, imigrantki, przedstawicielki mniejszości rasowych i etnicznych, analfabetki, samotne matki, pacjentki szpitali psychiatrycznych. Oczywiście, niezaradni życiowo mężczyźni również nie mogli czuć się bezpiecznie. Dawid wyjaśnił Heretykowi, że gdy w latach trzydziestych naziści zaczęli wprowadzać swoje pomysły na "ostateczne rozwiązanie", mniej radykalne projekty tego rodzaju były już dobrze znane w Ameryce i w krajach skandynawskich. Na terenie Szwecji idee te rozwijały się radośnie jeszcze w latach siedemdziesiątych. W Stanach i w Kanadzie większość organizacji eugenicznych zadowoliła się zmianą nazwy. Tym największym udało się nawet uzyskać poparcie kolejnych rządów i rozwinąć już istniejącą sieć klinik. Dotacji nie straciły nawet po tym, jak działacze pro-life nagrali rozmowę podstawionego gościa z pracownicą aborcyjną. Rozmowa dotyczyła szczegółów handlu tkankami płodowymi na czarnym rynku.

Po przedstawieniu tych wszystkich rewelacji, Psalmista przeszedł do pism starotestamentalnych. Skupił się na żydowskich ustawach o ochronie życia poczętego i na straszliwych skutkach zamiany religii mojżeszowej na kult Molocha. Stwierdził, że mordowanie dzieci jest rzeczą zawsze z gruntu pogańską.

- Wiem, co powiesz. A co z Abrahamem i Izaakiem? To też pogaństwo? Ale zauważ, że Jahwe ostatecznie nie dał chłopakowi zginąć.
- Abraham był problemem dla Kierkegaarda, nie dla mnie.
- Dla kogo?
- A takiego skandynawskiego Sokratesa.
- A, spoko.
- Ja zawsze miałem problem z innym fragmentem. Takim trochę późniejszym. Z Księgi Sędziów.
- Dajesz!

Heretyk przez chwilę wahał się, czy w ogóle przypominać Psalmiście tę historię.

Może i jesteś bezbożnym heretykiem, ale to nie wypada. Biblijny Dawid pojawia się dopiero parę ksiąg później. Ani on, ani tym bardziej żaden jego imiennik, w żaden sposób nie odpowiada za to, co działo się wcześniej, w czasie bezkrólewia. Poza tym, prowadzicie teraz ciekawą, kulturalną, miłą rozmowę. Twój rozmówca może i jest katolem, ale nie gada tak całkiem od rzeczy. Jak tylko o "tym" wspomnisz, zrobi mu się przykro. Jak biblijnemu Dawidowi po wypadku Uzzy podczas pierwszej próby wprowadzenia Arki do Jerozolimy. Chcesz tego?

Chwila nigdy nie trwa długo.

- Wyjaśnij mi, jak to było z córką Jeftego?

Mówiłem, że nie wypada?...

Jefte pojawia się w Księdze Sędziów. Człowiek ten obiecał Bogu, że jeśli uda mu się odnieść zwycięstwo nad wrogami, po powrocie do domu złoży w ofierze całopalnej pierwszą istotę, która wybiegnie mu na spotkanie. Oczywiście, Jefte bitwę wygrał. Istotą, która pierwsza wybiegła mu na spotkanie, była jego córka.

Córka Jeftego, w odróżnieniu od syna Abrahama, nie została oszczędzona.

Razem z Uśmiechem, z twarzy Dawida od razu zeszły Pasja i Pewność Siebie. Psalmista nic już nie mówił aż do najbliższego przystanku tramwajowego. Heretyk poczekał, aż bracia wsiądą do pojazdu, odmachał Minionkowi i zapalił papierosa. Miał wypalić tego dnia jeszcze wiele takich papierosów. Więcej, niż miał w zwyczaju.

Tego wieczoru rozmyślał o wielu sprawach. Wpisał sobie w przeglądarce hasło "moloch". Dowiedział się, że część archeologów wątpi w prawdziwość opowieści o niemowlętach spalanych żywcem. Twierdzą oni, że odnalezione prochy dzieci, wymieszane z prochami jagniąt i koźląt, nie świadczą jeszcze o tym, że ofiary palono żywcem. Być może chodziło o dzieci martwo urodzone i zmarłe z przyczyn naturalnych, których ciała poddawano kremacji według ówczesnych zwyczajów pogrzebowych. Potem jeden naród, nieprzychylny drugiemu, zaczął rozpowiadać obrzydliwe plotki o zwyczajach sąsiadów. Pisarze to zapisali i tak powstał Stary Testament.

Heretyk przypomniał sobie, jak kilka tygodni wcześniej natrafił na artykuł o kontrowersjach związanych z pewną firmą farmaceutyczną, zajmującą się produkcją szczepionek. Świat obiegła informacja, że szczepionki tej firmy są hodowane na ludzkich komórkach embrionalnych. Obrońcy firmy twierdzą, że wcale nie jest jasne, czy komórki te naprawdę uzyskano w wyniku aborcji. Może dziecko zmarło w łonie matki, a rodzice tylko przekazali ciało na cele naukowe. Zresztą, nawet jeśli dziecko było poddane aborcji, nikt przecież nie twierdzi, że zabito je w celu uzyskania materiału do produkcji szczepionek. Rodzice i tak chcieli je zabić. Dziecko byłoby martwe, nawet gdyby żadna firma farmaceutyczna nie była zainteresowana jego tkankami. A marnotrastwo to grzech.

Rano Heretyk musiał wypić nie jedną, a trzy kawy, żeby pozbyć się efektów niewyspania. Doszedł do wniosku, że będzie musiał zerwać z rozmyślaniem o nieprzyjemnych sprawach, jeśli nie chce wpaść za chwilę w jakieś uzależnienie. Około godziny trzeciej poziom kofeiny w jego organizmie spadł na tyle, że zamiast na obiad wybrał się do kawiarni. Wypije jeszcze dwie filiżanki, trochę poczyta i wszystko wróci do normy.

- Dzień dobry. Można się przysiąść?
- Hej! Jasne.
- Czyta Pani coś ciekawego?
- Ciekawego? Pan wybaczy, ale to dzieło jest tak dobre, że określenie "ciekawe" staje się niestosowne.
- Czyżby Pismo Święte?
- No nie, nie aż tak dobre. Ale, jak na historię miłosną, prawdziwa perełka.
- Historia miłosna?

Heretyk przyjrzał się bliżej okładce wspomnianej książki. Wydanie w miękkiej oprawie, dość znacznie pogniecione i zdarte na rogach. Ilustracja przedstawiała młodą dziewczynę w czarnym habicie, z zeszytem w rękach.

No tak. Od razu widać, że love story.

- Główna bohaterka nie wygląda na szczególnie zainteresowaną przygodami tego rodzaju.
- Czy wy, mężczyźni, macie jakiekolwiek pojęcie o Miłości? Nie widzi Pan, że dziewczyna na obrazku jest już po złożeniu ślubów swemu Ukochanemu?
- Oj, przepraszam! Nie domyśliłem się.
- Pewnie nie domyśla się Pan również, jak dramatyczne i fascynujące przygody spotkały główną bohaterkę na jej drodze do Miłości. Pan wybaczy, ale do zrozumienia pewnych spraw potrzeba odrobiny wrażliwości.

Przyjaciółka Pana Heretyka wyjaśniła mu, na czym polega fenomen Helenki - zahukanego dziewczęcia ze wsi, którego obrazy znajdują się dzisiaj w każdej szanującej się świątyni katolickiej. Helenka ukończyła trzy klasy szkoły podstawowej - dość, żeby nauczyć się alfabetu. Z zawodu była sprzątaczką. Żeby spełnić swoje największe marzenie, czyli wstąpić do zakonu, musiała uciec z domu do wielkiego miasta, do Warszawy. Gdy zaczynała pisać dzieło swojego życia, nikt nie przypuszczał, że stanie się jedną z najsłynniejszych autorek XX wieku. Ortografia stanowiła dla niej prawdziwe wyzwanie. Pierwsze rękopisy - jak na literacki fenomen przystało - trafiły do pieca czy innego kominka. Wiele razy słyszała, że z tak marnymi kompetencjami i z tak słabym zdrowiem o posadzie sekretarki u Pana Boga może tylko pomarzyć. Zresztą lepiej, żeby w ogóle dała sobie spokój z marzeniami. Jezus jest przecież Królem - królowie nie rozmawiają ze sprzątaczkami.

W dziele swojego życia Helenka opisuje, jak Miłość i Cierpienie mogą zmienić zakompleksioną panienkę w dojrzałą kobietę, gotową na wszystko dla swego Oblubieńca. Taka kobieta już nie przejmuje się zdaniem koleżanek. Nie zależy jej zupełnie na utrzymaniu wysokiego miejsca w hierarchii. Nie martwi się o swoją chorobę i o to, czy zdąży wypełnić powierzone jej zadanie. Zachowuje spokój bez względu na okoliczności. Nieważne, czy trzeba poradzić sobie z gigantycznym garnkiem ziemniaków, czy też z grupą podejrzanych facetów dobijających się do drzwi - nigdy nie wpada w panikę. Kłopoty i nędze wszelkiego rodzaju zna z własnego doświadczenia. Wyłapywanie z tłumu dusz zgnębionych przychodzi jej z łatwością - równie szybko potrafi takim duszom udzielić pomocy. Nie próbuje udowadniać swojej wartości przed ludźmi, którzy o duszy ludzkiej nie mają bladego pojęcia. Taka kobieta potrafi milczeć.

I potrafi pisać.